iter sensus

a journey trough countries, places, flavours, and more

Strony

Friday, 27 January 2017

Domek z marzeń



Wymarzonych domków mam kilka.


A co, jak marzyć to na całego.


Na różnych etapach życia miałam różne wymarzone domy i tak jeden był w górach Bergen (hm, mam lęk wysokosci i nie lubie zimna, ale wtedy zaczytywałam się w Krystynie, córce Lawransa i Sadze o Ludziach Lodu), drugi w Sewilli, trzeci w Lizbonie, czwarty bez konkretnego miejsca... i jeszcze pewnie kilka pomniejszych mieszkanek by się gdzieś w pamięci znalazło.


Każdy z tych domów wypieszczony był starannie w mych marzeniach,  łącznie z  takimi detalami jak kolor ścian, meble w kuchni, wielkość podjazdu i najbliższym otoczeniem, bo przecież wiadomo, że sąsiedzi i okolica też stanowią o naszym komforcie:)



Pewnego pochmurnego dnia, przechadzając się po zatochach Minorki natknęłam sie na domek, ktory mnie uwiódł. Po prostu uwiódł.


Położony nad  samym brzegiem morza, tak ze pewnie  przy  nawet malym sztormie domek zalewa woda, trochę zaniedbany, ośmieliałbym się nawet twierdzić, że opuszczony, miał coś w sobie.


Moja wyobraźnia zaczęła działać. Pierwsze co bym zrobiła, gdyby oczywiście tak się stało, że domek byłby mój, to wyburzyłabym ten betonowy ni to pomost ni to nie wiadomo co i w jego miejsce wstawiłabym ewentualnie drewnianą kładkę. To samo ze schodami, zamiast betonu ja tam widzę lekkie drewniane schodki takie  w stylu wyspy.


Jednego czego bym nie zmieniła na pewno, to tego  morskiego koloru drzwi. Nie wiem, czy to nie właśnie one stoją za tym, że domkowi na plaży poświęcam posta.


Ciekawa jestem gdzie Wy  mieszkacie w Waszych marzeniach, może się zainspiruję i do kolekcji wymarzonych domów przybędzie kolejny?


Wednesday, 18 January 2017

Sewilla czyli o Modzie i Wielkim Świecie



Sewilla stała się modna. Z rozrzewnieniem wspominam te czasy kiedy Sewilla i Andaluzja były gdzieś bardzo daleko i tak naprawdę oprcócz tych, którzy szczerze interesowali się geografią i najdalszymi zakątkami świata nikt wiele o mieście nie słyszał.



Chociaż może i nie. Sewilla dała się poznać szerszej publiczności wystawą Expo’92, a zagorzałym kibicom piłki nożnej pewnie obiła się o uszy drużyna o nazwie Betis.



Może trochę przesadzam z zupełną nieznajomością i końcem świata, ale mimo wszystko Sewilla była daleko dalej niż taki Londyn, Paryż czy Budapeszt i nawet nie o kilometry dzielące miasta od Polski tutaj się rozchodzi.



Tym bardziej odwiedzając pierwszy raz Sewillę w 2002 roku byłam wręcz podeksytowana, oto kawalek wielkiego swiata sie wlasnie przede mną otwierał!



Nie myślałam nawet o przewodnikach czy  o planowym zwiedzaniu (i tak mi zostało do tej pory),  dreptałam  byle pierwszą uliczką, jechalam samochodem przez zakorkowane arterie miasta i byłam szczesliwa, ze oto JA  jestem w takim miejscu.



Pojęcie o mieście miałam jako takie. Od zawsze Interesowała mnie geografia i  podróże, dużo też czytałam. I to przede wszystkim  dzieki ksiazkom, przeczytanym jeszcze w dzieciństwie  wiedziałam, ze Gwadalkquiwir byl portem morskim, wiedziałam o istnieniu Złotej Wieży, ’znałam’ też La Giraldę i ostatnie  miejsce pochówku Krzysztofa Kolumba. Tak, wariowali przez stulecia ze zwłokami Kolumba, wozili je,  a to po Hiszpanii, a to za ocean, a to z powrotem...


Teraz tak  się zastanawiam, czy  wiedziałam coś jeszcze, czy cała reszta przyszła później? Na pewno duzo w poznaniu miasta zawdzięczam jego  mieszkańcom i zarazem jego wielbicielom.  Nie ma to, jak przypadkiem pokazana fajna knajpka, ważny budynek, czy  nawet kawałek muru.




Wierzę, że nie tylko ja mam takie wspomnienia, choć pewnie dotyczą one innych miejsc. Podzielicie się nimi ze mną?



Saturday, 7 January 2017

Zimą zbierałam bursztyny



W dzien Nowego Roku nagle i niespodziewanie  naszła mnie ochota na  zimowy spacer brzegiem morza. Czyż nie przyjemnie  byłoby rozpocząć rok od takiego spaceru?


Niestety,  tak się składa,  że zamiast morza mam wokół siebie w najlepszym przypadku trochę lasu i krzaków, ale na krzaki, mokre od deszczu, nie miałam ochoty. 


Jedynym sensownym pomysłem był powrot do zatrzymanych w kadrze zimowych morskich widokow.


Moim marzeniem było zobaczyć morze w zimie. Mowiąc o zimie mam na myśli  typ zimy jakie bywaja w Polsce na przyklad, bo zimy nad Morzem Śródziemnym, owszem widzialam, ale choc przyjemne, to jednak nie o to mi chodzilo tym razem.

Chcialam śniegu i mrozu.  I prawie mi się udało. Zimowo było bardzo,  szczególnie zimno było mocno zimowe, snieg, jak sie dobrze przyjrzec i uruchomic wyobraznie, tez był



Co tam zimno kiedy tu bursztyny trzeba zbierać! 


Ostatnio zbieralam bursztyny jeszcze jako dziecko.


Nazbierałam,  nawet sporo,  po przebraniu i odrzuceniu kamieni zostało mi jakby ich mniej,  ale jednak.  Ciągle je mam,  nosze  z dumą w portfelu i jak tylko nadarza się okazja,  to się nimi chwalę. 



Lubicie zbierać bursztyny?




A morze zimą?




Saturday, 31 December 2016

2016

Mahon nocą
Miało nie być podsumowań, ale po miesiącach blogowej posuchy dojrzałam do tego,  żeby coś skrobnąć,  no a że pora roku taka,  no to samo aż się prosi.

Minorka
Wyjazdowo kiepsko było,  chociaż ja nawet tego nie zauważyłam,  jakoś tak szybko mi ten rok uciekł.  Miałam być w Pradze i wielka nowość dla mnie  bo nigdy nie byłam na wschodzie Polski - w Lublinie.  Bilety nawet miałam kupione. 

deszczowy Mahon
Niestety zachciało mi się zmieniać pracę z całkiem fajnej na jak się później okazało nie aż tak fajną jak mi ją rekruterka zachwalała.  Zmiany wymagały szkoleń i obecności,  skusiłam się,  bo nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała. 

zachmurzona Minorka
Wyjazdy musiałam odpuścić,  pracę  zresztą też dość szybko odpuściłam. Szczęśliwie, przede wszystkim dla mojego portfela, stosunkowo szybko znalazłam nowe zajęcie, więc absolutnie nie mam się na co uskarżać. Nowa praca,  brak czasu, sił i chęci przyczyniły się wydatnie do znikomej aktywności na blogu.

zachmurzona Minorka
Udało mi się za to zrealizować dwa wyjazdy, które od wielu lat odkładałam na później, kiedyś, innym razem. Obydwa dość spontaniczne, jakby właśnie owo później, kiedyś, innym razem nastąpiło. Mowa tu o wspominanych na blogu Minorce i południowej Portugalii.

Praia da Rocha, Portugalia
Minorka była naturalną kontynuacją 'mojej' Majorki, południe Portugalii przedłużeniem 'mojego' andaluzyjskiego wybrzeża.*

zachodzik (Portugalia)
Z czystej ciekawości  też,  chciałam sprawdzić ile mniej  więcej książek czytam rocznie.  Często widuje na blogach w podsumowaniach, że ktoś przeczytał tyle czy tyle.  Wydawało mi się, że czytam raczej dużo, na pewno więcej niż przeciętny polski czytelnik, ale nie umiałam wskazać  konkretnej liczby, postanowiłam więc, że sobie pozapisuje. 

gdzieś w Portugalii
Z zapisków wynika, że przeczytałam 52 książki. Nie, nie bawiłam się w żadne wyzwania, nic nikomu ani sobie nie udowadniałam, samo tak  wyszło. Mając na uwadze, że z zasady nie czytam książek cieńszych niż 200 stron,  to nawet całkiem całkiem.**

Bardzo rowerowy rok.

Cóż, to takie moje małe podsumowanie. A jak było u Was w tym kończącym się właśnie  roku? 

Przesyłam wirtualne życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności na Nowy Rok.

Angielska jesień (31 października)
* patrz o mnie
** lubię kiedy przyjemność trwa,  co też nie znaczy, że jak coś uznam za wartościowe, to to ominę tylko dlatego, że niespełnia moich norm, co do objętości dzieła.

Tuż przed wschodem słońca dokładnie dwa miesiące temu w Dunstable w Anglii.


Monday, 24 October 2016

Zwyczajny Londyn

Zanim na dobre powrócę do blogowego świata,  w ramach już powracam, ale jeszcze chwilę mi to zajmie, podrzucę serię zwyczajnych zdjęć. Seria powinna nosić tytuł idę ulicą i nic się nie dzieje, ale że jest to ulica londyńska, a właściwie wiele ulic londyńskich może aż taką nudą nie będzie wiało.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...