a journey trough countries, places, flavours, and more

Strony

Sunday, 4 November 2012

Lisboa (by Ajka)


To write today's post I invited Ajka from  Zycie jest podroza by Agnieszka Kuczynska.
I have followed her blog for a while. I really like to read about her travel adventures. Ajka loves Lisbon, and I asked her for HER Lisbon.

I tried to translate her post into English but my translation seems like google :), then please use it.
 
 Do napisanie dzisiejszego postu zaprosilam Ajke z Zycie jest podroza by Agnieszka Kuczynska.
Sledze jej bloga od jakiegos czasu. Bardzo  lubie czytac  jej relacje z podrozy. Ajka ukochala sobie Lizbone, o te JEJ Lizbone ja poprosilam.


by Ajka 

Kiedy Monika zaproponowała mi napisanie o Lizbonie, ucieszyłam się bardzo.
Po pierwsze dlatego, że chyba wyczuła, że to miasto jest dla mnie wyjątkowe.
Po drugie dlatego, że na swoim blogu mało o Lizbonie piszę. Jakbym chciała to,
co czuję zatrzymać tylko dla siebie i nie dzielić się z innymi ludźmi. Trochę bojąc
się niezrozumienia, a trochę z czystego egoizmu. Chcę wierzyć, że Lizbona jest
tylko moja i nikt nie może tęsknić za nią tak mocno jak tęsknię ja. Codziennie.


Grudzień 2004. Krótki wyjazd, który zmienił moje życie na zawsze. Pierwszy
raz w Portugalii. Pierwsza Zima w Lizbonie. Powitana przez promienie słońca,
ciepły wiatr i nieprawdopodobną uprzejmość mieszkańców wpadłam po uszy.
Od tego dnia nic już nie było takie samo. Miałam wracać do Lizbony bez końca.
Ronić ukradkiem łzy czytając nieliczne jeszcze kilka lat temu artykuły o Portugalii.
Odkładać pieniądze na bilety, napisać pracę licencjacką o ukochanym kraju,
zaczytywać się w książkach, w których chociaż słowem o Lizbonie wspomniano.
Zamykać wieczorami oczy marząc, że oglądam pranie w uliczkach Alfamy,
wsłuchuję się w tępy stukot tramwaju albo jem szybkie śniadanie w pastelarii.


Wspomnienie pierwsze. Maria Joaquina. Obca kobieta, która otwiera przede
mną drzwi swojego domu. „Czuj się jak u siebie”, mówi skromnym angielskim.
Dostaję pokój, łóżko, jedzenie i to, czego nie zapomnę nigdy – dobroć, serce i
wspomnienia, przy których do dziś ogrzewam się w zimowe, polskie wieczory.
Rodzina, sąsiedzi i lokalna społeczność, która sprawiła, że poczułam się jakbym
była tam od zawsze. I zrozumiałam, że nie uda mi się teraz po prostu wyjechać,
wrócić do codzienności i udawać, że to był tylko wyjazd, jeden z wielu. Nie był.
To ludzie sprawili, że pokochałam Portugalię. Pokochałam Lizbonę. Na zawsze.


Wspomnienie drugie. Pakuję walizkę w pewien majowy dzień. Mam wrócić do
kraju nad Atlantykiem. Na kilka dni. Ręce trzęsą mi się z ekscytacji. Wysiadam z
samolotu a po chwili z taksówki na Rossio. Gołębie zrywają się do lotu, dziecko
chlapie wodą z fontanny a za plecami czuję rozkoszny aromat kawy. Nigdzie nie
smakuje ona tak jak w Lizbonie. Wypijam małą filiżankę i ruszam pod górę, po
schodach w kierunku Bairro Alto. Wchodzę do hostelu, recepcjonista uśmiecha
się promiennie i mówi „Welcome back, Anieska!”. Jestem bardzo szczęśliwa,
słysząc nocą dźwięki dzielnicy. Usypiam kołysana wszystkimi językami świata.
Jestem w Lizbonie, mieście które w żaden weekend nie zasypia. Ja nie mam
siły, padam, by rano ruszyć przed siebie, w ulice które już tak dobrze znam…




Wspomnienie trzecie. Mała restauracyjka gdzieś niedaleko katedry Sé. Gwar.
Połączone ze sobą stoły, przy których siedzą miejscowi. Blisko siebie, jakby się
znali, lecz to w większości przypadkowi ludzie. Proste obrusy przykryte białym
papierem, nieco powyginane sztućce i talerze – każdy inny, jakby nie do pary.
Kilka stron menu, ale kelner mówi, że ma coś specjalnego - dziś przyszło dużo
ryb. Przynosi domowe wino, zaskakująco świeży jak na wieczór chleb oraz
plastry marchewki z cebulką i oliwkami a do tego małą kulkę śmierdzącego,
wspaniałego sera. I danie dnia – mix ryb i owoców morza w cenie zaskakująco
przyzwoitej. Przy stoliku obok siedzi smutny człowiek. Uśmiechamy się, a on
wznosi toast. Dopija kawę, życzy nam „boa Noite” i znika w ciemnościach.

Wspomnienie czwarte. Musisz iść na „Chorinho!”, pisze do mnie znajomy
słysząc, że znów lecę do portugalskiej stolicy. Późnym wieczorem szukamy
miejsca, gdzie co jakiś czas spotykają się ludzie na występach Roda de Choro.
Niepozorna kamienica i tylko kartka na ścianie zdradza, co czeka w środku.
Duże mieszkanie, niepozorna kuchnia, w której można zamówić robioną na
miejscu kanapkę z serem lub szynką bądź miskę ciepłej zupy. I czerwone wino
w plastikowych kubkach lub wodę. Bo tutaj nie przychodzi się jeść. Przychodzi
się tańczyć i … cieszyć życiem. Z uwagą obserwuję pojawiających się ludzi. Tych
bardzo młodych, w wieku średnim i bardzo dojrzałym. Część osób się zna, część
jest po raz pierwszy. Nie ma dwuznacznych spojrzeń, kiedy powoli ruszają na
parkiet. Muzyka. Start. Radosne rytmy, fenomenalne dźwięki. Nogi nie mogą w
miejscu usiedzieć. Tu nie ma podziałów na młodych i starych, zdolnych i nie. Są
ludzie, którzy chcą celebrować wieczór, bawić się, śmiać. Widzę parę - królów
parkietu. Nie mogę oderwać wzroku. Ktoś nas zachęca, by się przyłączyć. Kręci
mi się w głowie. Nie od wina, a z zachwytu nad czymś tak prostym i pięknym
jednocześnie. Z wrażenia nie jestem nawet w stanie zrobić wyraźnego zdjęcia.


Chciałabym opowiedzieć Wam o Lizbonie. O mojej Lizbonie, na myśl o której
serce bije mi szybciej. Ile to już lat? 8. Ile razy byłam w tym czasie? Sama już
nie wiem. Ile osób zaraziłam miłością? Dużo. I w pracy i w życiu prywatnym.
Zawsze się jednak zastanawiam, czy czują to, co ja. Czy zamykają wieczorem
oczy wspominając ludzi, których poznali, miejsca, które widzieli, miejsca by
odkryć chcieli. Czy będąc w innych krajach, czują, że to „nie to samo…”?
Jestem bogata o wszystkie wspomnienia, która Lizbona mi dała. Sama i
poprzez słowa i gesty osób, które stawiała na mojej drodze. Moja Lizbona
pachnie świeżymi figami, zapiekanką z bacalhau i domem Marii Joaquiny,
jego chłodnym wnętrzem i drewnianymi meblami. I herbatą o zapachu
cynamonu i jabłek. Lekką bryzą znad Tagu. Tęsknię, dziś bardziej niż zwykle.


8 comments:

  1. każdy ma takie swoje miejsca, miło je odnaleźć u Ciebie, ostatnie zdania najprawdziwsze :)

    ReplyDelete
  2. Podzielam zachwyt nad Lizbona, ale mozna go poszerzyc na cala Portugalie. Mnie tez zdobyli jej ludzie, jej swojskosc, bezpretensjonalnosc, cieplo..wracam ciagle bo juz i czesc rodziny tam...pozdrawiam serdecznie

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja tez jestem zachwycona Lizbona, choc zdecydowanie Hiszpania(caly kraj, znaczy dla mnie to, co dla Ajki Lizbona, choc staram sie bywac w Lizboniw tak czesto, jak to mozliwe.

      Delete
    2. Uwielbiam całą Portugalię, a przynajmniej te miejsca które widziałam (a było ich dużo w czasie -nastu wizyt), ale miałam napisać konkretnie o Lizbonie ;)

      Delete
  3. niestety nie byłam... ale uwielbiam czytać i oglądać zdjęcia ludzi z pasją. taką prawdziwą. gdzie czuć zachwyt i szczerość :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. tez jestem pod wrazeniem, z duza przyjemnoscia opublikowalam ten post.

      Delete
  4. Ja Portugalię uwielbiam, byłam już kilka razy. A ludzie tak mnie urzekli, że z jednym mieszkam już kilka lat :)A bloga Ajki obserwuję, więc wiedziałam o jej zakochaniu w tym pięknym kraju, ale miło było posta przeczytać, a i może kilka osób się skusi na wakacje w Lizbonie

    ReplyDelete
    Replies
    1. kilka lat, to calkiem spory kawalek czasu, cos musi w nim byc urzekajacego:))

      Delete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...