a journey trough countries, places, flavours, and more

Strony

Sunday, 17 November 2013

Brukselska niepogoda



Z czym kojarzy Wam się Bruksela? Dla mnie  oprócz La Grand - Place i Atomium, to były: frytki, gofry i małże. Jakoś właśnie frytki stawiałam na pierwszym miejscu, chociaż specjalnie frytkowa nie jestem. Oczywiście, jadąc do Brukseli, miałam plan aby spróbować tych wszystkich specjałów z którymi miasto kojarzyłam. Celowo nie wspomniałam czekoladek, bo myśląc o czekoladkach, myślę raczej o całej Belgii, a nie tylko o stolicy tego kraju.

Brukselski poranek

Jak już wspominałam wcześniej, brukselski poranek przywitał mnie mglisto i  mokrawo. Wizytę na dzień dobry w Brukselskiej kawiarni,  uznałam za obowiązkową.


Ucieszyłam się też, że wraz z pierwszą kawą podano mi  do niej małe czekoladki i nugaty. Sama kawiarnia też okazała się bardzo przyjemna, w starym stylu, z marmurowymi blatami , taka jakie lubię najbardziej.


Po przyjemnym poranku, przyszła pora na deszczową zimną rzeczywistość. Jako, że czasem ciężko było poruszać się w nieustającym deszczu,zmuszona byłam  ratować się  lokalami wszelakiej maści.  Po kawie przestawiłam się na piwo,  Belgia to przecież piwny potentat.  A ileż kawy  w końcu  można wypić?






 
W pewnym momencie nawet zaczęło mnie cieszyć, że Belgia wódką nie stoi. 
 

W porze bardzo późno obiadowej korciły mnie belgijskie małże, ale widmo  delektowania się małżami  w towarzystwie dziesięciu naganiających turystów kelnerów  ze wszystkich sąsiednich restauracji, skutecznie złagodziło moje chęci.



Zadowoliłam się porcją  frytek, przeżywając jednocześnie kolejne rozczarowanie, bo frytki okazały się bardzo podłej jakości o  smaku mocno zużytego oleju.


 Do gofrów dorwałam się późnym wieczorem i powiem jedno: cudo! 


Dostępne w różnych wariantach,   od tych  bardzo prostych posypanychjedynie cukrem pudrem,  do tych  bardziej wymyślnych,  z kremem, czekoladą, dżemem i owocami upchanymi razem  na jednym małym goferku.



Dla siebie wybrałam gofra z przyczepy postawionej troszkę dalej od turystycznych szlaków,  w wersji prostej,  jedynie z odrobiną bitej śmietany. Pyszności!



 Wieczorem, od ostatecznego zamarznięcia,  uratował mnie Starbucks, który to przybytek, omijam zazwyczaj szerokim łukiem, ale akurat taki mniej więcej miałam wtedy wybór. Ciepło kubka z gorącą kawą pozwoliło mi nawet przeboleć jego cenę, która była prawie dwa razy wyższa od tej znanej mi z angielskiej High Street.
 


20 comments:

  1. no, no, frytki zamiast czekoladek :)?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czekoladki zabralam do domu w ilosciach hurtowych.

      Delete
  2. Creo que no he elegido la mejor hora para ver esta entrada... que buenísimo tiene que estar todo eso!
    SAludos,

    ReplyDelete
  3. No właśnie. Brukselę kojarzę z frytkami i majonezem, bo to Belgia przecież. Oprócz tego no to oczywiście z instytucjami europejskimi.

    ReplyDelete
  4. Widzisz ile smaków by Cię ominęło i ile wizyt w miejscach gastronomicznej rozpusty gdyby dopisała pogoda...:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pewnie tak, chociaz trzymanie frytek w jednej rece, parasola w drugiej i manewrowanie apratem( trzecia reka?), tak zeby go juz calkiem nie zamoczyc, stanowily nie lada wyzwanie.

      Delete
  5. A o co chodzi z tymi frytkami i Brukselą? Bo one mi się zawsze kojarzyły raczej ze Stanami, czy w ogóle fast foodową kulturą...Hmm!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Frytki wymyslili Belgowie i to na dlugo wczesniej niz Stany staly sie Stanami Zjednoczonymi:). Belgijskie frytki, to taki troche odpowiednik wloskiej pizzy; proste danie z tego, co w danym momencie bylo dostepne i oczywiscie stosunkowo niedrogie.

      Delete
    2. Kurcze, nigdy bym ich o to "nie podejrzewała". Fajnie wiedzieć :)

      Delete
  6. En mi último viaje, a pesar,que unos días antes llovió,los días de mi estancia, el sol lució brillante.

    Besos

    http://ventanadefoto.blogspot.com.es/

    ReplyDelete
  7. Bruksela mi się kojarzy z czekoladkami i dywanem kwiatowy w centrum, oraz koronkami. Oczywiście czekoladki i serwetkę sobie przywiozłam, po czekoladkach zostały tylko wspomnienia, za to serwetkę mam do dziś.

    ReplyDelete
  8. Vayaaaa...Buen escaparate nos traes, es buena hora para elegir un menú para hoy:))
    Que tengas buen miércoles.
    Un beso.

    ReplyDelete
  9. Ależ mi narobiłaś smaka na frytki. W Brukseli nie byłe, więc przynajmniej wirtualnie po podglądałem trochę.
    Pozdrowionka. :)

    ReplyDelete
  10. :D
    objedzona i opita ;)
    styczności z belgijską czekoladą bardzo zazdroszczę :> ;)

    ReplyDelete
  11. Ummmm !!!!
    Me has abierto el apetito.
    Unas imágenes muy apetitosas ;-)
    Un abrazo, Monika.

    ReplyDelete
  12. Ooooh, precioso reportaje!!!...me encantan las fotografías que muestras, cotidianas, originales y llenas de color...felicidades!!!

    Un gran abrazo, Monika...y gracias!!! ;)

    ReplyDelete
  13. Mam podobne odczucia związane z Brukselką. Czekolady niestety nie spróbowałam, gdyż cena mnie wystraszyła, ale miło było popatrzeć choć przez witrynę.

    ReplyDelete
  14. Zazdroszczę tych czekoladek, jak by mi humor poprawiły do spółki z gofrem. Same pyszności ;)

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...