a journey trough countries, places, flavours, and more

Strony

Tuesday, 26 May 2015

W świetle czerwonej latarni


Dziś, całkiem nietypowo, zabiorę Was w krainę rozpusty, nierządu i innych stanów świadomości. Co bardziej wrażliwi, proszę się nie obawiać, post jest cenzurowany.



Amsterdam. Kto nie słyszał, że w tym mieście, to co gdzie indziej jest zakazane, tutaj jest legalne i wystawione na widok pybliczny? Kto nie słyszał o dzielnicy czerwonych latarni,  marihuanie do kupienia w sklepie czy też  o niczym nieograniczonej wolności jednostki. 


Przyznam się, że i ja, jadąc się do Amsterdamu, trochę takich rzeczy miałam w głowie niejako zakodowanych, a podsycane pewnie przez media wszelakiej maści. 


Choć ja z tych niespecjalnie imprezowo-rozrywkowych, do marihuany pociagu mi brak, a panie lekkich obyczajów interesują mnie co najwyżej jako rodzaj socjologicznego zjawiska - ciekawego -nie powiem. 


Jednak, przede wszystkim, Amsterdam był dla mnie jednym z tych miast - ikon cywilizacji, ze tak się wyrażę - które fajnie było by zobaczyć chociaż raz w życiu, podobnie jak Londyn, Paryż czy Nowy Jork. 


Dzielnica czerwonych latarni, Red Light District czy rosse burt, lub de Wallen,  to osławiona dzielnica Amsterdamu, gdzie świadczy się usługi erotyczne. Nie żeby w innych zakątkach Amsterdamu takich usług nie świadczono, ale Red Light District, to takie  powiedzmy,  erotyczne centrum handlowe. 


Czytając, kiedyś bardzo dawno temu, Jednoroczną wdowę Irvinga, gdzie część akcji toczyła się właśnie w dzielnicy czerwonych latarni, zupełnie inaczej sobie wtedy wyobrażałam to miejsce.


W mojej wyobraźni to był dość szeroki plac z  ogromnymi witrynami,  z odbiegającymi  z placu uliczkami,  tłumem ludzi i wielkomiejskim chaosem. Dla co młodzych czytekników: YouTube wtedy nie istniał, Google Street View tym bardziej nie.


Tymczasem, centrum dzielnicy uciech, to dość wąska, ale i tak szeroka w porównaniu z innymi ulicami miasta,  ulica,  przecięta kanałem z porozrzucanymi gdzie niegdzie łukowatymi mostkami. Od  tej głównej ulicy  odchodzą prostopadle uliczki, tak wąskie, że ciężko się w nich  minąć z kimś idącym z naprzeciwka. Są też okna, wysokie i wąskie,  jak na Amsterdam przystało,  w wysokich i wąskich kamienicach. 


Pierwszy raz będąc w okolicy,  było jeszcze dość jasno, przeszłam się, rozejrzałam i rozczarowana pomyślałam: I to wszystko, to jest ta słynna dzielnica rozpusty? Widziałam co prawda ze dwie rozebrane panie siedzące w oknach na piętrze, neonowe napisy informujące, że owszem jestem w odpowiednim miejscu, zasłonięte kotarami okna, ale to wszystko, nie było niczego niezdrowego w atmosferze, ulica jak każda inna.


Po jakiejś godzinie lub dwóch, tak się złożyło, że wróciłam w to samo miejsce. Dzielnica, jakby nie ta sama, w każdym oknie raczej goła niż ubrana pani tańcząca, wyginająca się i zachęcająca do odwiedzin. W wąziutkich uliczkach te roznegliżowane niewiasty były tuż, tuż obok mnie, prężyły się  uśmiechały i  prawie że o mnie ocierały.


Pruderyjna nie jestem, wiele w życiu widziałam, ale chodzenie w godzinach szczytu po  dzielnicy czerwonych latarni było dość szokującym doświadczeniem. Nie na tyle jednak, żeby nie wejść do któregoś z coffe shoppów, znajdujących się w dystrykcie. 


Nie wiem czego się spodziewałam po coffee shopach, może ujaranych małolatów, tłumu amerykańskich turystów pożerających amsterdamskie babeczki, rastamanów kiwających się w oparach haszu, nie wiem, ale jak weszłam do pierwszego i kolejnego okazało się, że w środku jest zupełnie... normalnie. 


Bar, stoliki, ludzie  zwyczajnie siedzący, zwyczajnie pijący piwo i zwyczajnie oglądający mecz. Ciekawostką było, że towar można było kupić  na miejscu, tyle ż w drzwiach obok, wybrać go można było z ukrytego w ciemnej gablocie menu, podświetlanego przez sprzedawcę  wtedy  jeśli klient wykazał zainteresowanie kupnem.


Towar można sobie palić spokojnie przy barze czy też przy stoliku, ale jeśli komuś przyjdzie chęć na zwykłego papierosa, to już nie może, musi udać się do specjalnego pomieszczenia dla palaczy. 


W ogóle z tym paleniem papierosów to jakaś dziwna sprawa jest w tym Amsterdamie. W jednym lokalu palenie zupełnie zabronione, ktoś chce palić to na zewnątrz, w kolejnym, właśnie to wydzielone pomieszczenie, a w jeszcze innym ludzie palili wewnatrz przy barze i przy stolikach jak za Mad Mana. 


Sprawdzając różne strony internetowe poświęcone dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie, wiele razy natknęłam się na informację, że to niebezpieczna dzielnica i trzeba na siebie  uważać.


Pewnie coś w tym jest, erotycznymi biznesami rzadko parają się ludzie niewinni jak dzieciątka, ale z drugiej strony niebezpiecznie może być wszędzie, a doza zdrowego rozsądku jest jak najbardziej wskazana  w każdej sytuacji. Szczęśliwie dla mnie,  po nocy spędzonej w de Wallen mam tylko dobre wspomnienia.



45 comments:

  1. Miasto, które skrywa wiele tajemnic. Nie tylko za czerwonymi zasłonami :) dzięki za fajną relację!

    ReplyDelete
    Replies
    1. O ja mysle, to piekne i stare miasto!

      Delete
  2. Chciałabym doświadczyć takiej atmosfery Amsterdamu, jaką Ty miałaś okazję zobaczyć...
    Bardzo klimatyczne zdjęcia :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pewnie pewnego pieknego dnia doswiadczysz, czego Ci zycze. Dziekuje.

      Delete
  3. Mnie się bardzo podoba architektura Amsterdamu, te kamienice poprzecinane kanałami - bajka!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To bardzo piekne miasto! Kamienice sa nie tyle urocze, co wyniosle i dostojne, podziwialam prawie ze kazda z osobna po kolei, niby podobnie, ale tak rozne jedna od drugiej.

      Delete
  4. Do Amsterdamu jeszcze nie zawitałem. Jednak jest to miejsce, które mam zamiar odwiedzić i plasuje się raczej na tych bliższych miejscach. Ciekawie przedstawiasz swoje odczucia po wizycie w tym mieście. Mam trochę takie wrażenie, że niektóre rzeczy Cię mocno zdziwiły, ale też piszesz hmm... z niejakim zafascynowaniem ? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mocno zdziwily, to za duzo powiedziane, po prostu o niektorych rzeczach mialam troszke inne plastyczne wyobrazenie. Miasto jest fasynujace i bardzo chetnie sie jeszcze raz do nieg wybiore i ma znacznie wiecej do zaoferowania niz tylko Red Light District, ktory tutaj przedstawialm.

      Delete
  5. Muy buenas imágenes, de la ciudad de Amsterdan.

    Besos

    ReplyDelete
  6. Chciałabym pojechać do Amsterdamu, piękna architektura, kanały i podobno bardzo czysto(?)
    Moja bratowa mówi, że jak wejdziesz do takiego baru z marychą to człowiek sam potem zakręcony wychodzi mimo, że nic nie palił:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo mozliwe, ze mozna sie poczuc zakreconym:) Ja stwirdzilam, ze zapach tej amsterdamskiej marihuany jest znacznie bardziej przyjemniejszy niz tej palonej pokatnie tutaj gdzie mieszkam, Czy czysto? Chyba tak, przynajmniej w centum, ale w wiekszosci duzych eurpejskich miast centra sa zadbane.

      Delete
  7. Też mię tam jeszcze nie było - już parę razy było blisko, ale jakoś nie teges. Natomiast dzielnica czerwonych latarni z Twojego tekstu i zdjęć wygląda co nieco jak słynny plac Pigalle - tyleż warty do zobaczenia jako archetyp (niby) zmysłowości, a w praktyce po prostu wiele okien ze sprzedajnym 'interesem'. I jeszcze ci przysłowiowi "Januszowie" strzegący tego biznesu - aż się odechciewa nawet zajrzeć ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie trzeba zagladac, wszystko podane jak na tacy, do wyboru, do koloru ;)

      Delete
  8. Bardzo ciekawie spędziłaś ten czas, poznając tak znane miejsce. Czytając kolejną powieść, nie będziesz musiała sobie tej dzielnicy wyobrażać :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mimo wszystko lubie sobie wyobrazac :)

      Delete
  9. Chciałabym znaleźć się w tej dzielnicy, chowam wstyd i maszeruję z Tobą ;)

    ReplyDelete
  10. Widoczki piękne, niesamowity urok mają te kamienice.
    Dziwne z tym paleniem, faktycznie. Jeszcze tym bardziej mnie zdziwiło, że tylko ludzie, którzy palą papierosy mają "wydzielone miejsca". A palący "towar" już nie.
    Chciałabym kiedyś odwiedzić to miejsce.

    Pozdrawiam,
    Birginsen.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez bylam tym zdziwiona, ale co kraj to obyczaj ;)

      Delete
  11. Preciosas monika...Algún día haré yo estas fotos ;))
    Buena semana.
    Un beso.

    ReplyDelete
  12. Fajnie pokazane, reszty można się domyśleć :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To co nie pokazane, podobno kusi bardziej :)

      Delete
  13. Prawdę mówiąca, rano dzielnica niczym mnie nie zaskoczyła. taka jak wszystkie.
    Dopiero gdy w oknach zjawiły się rozebrane dziewczyny, wiedziałam, że to dzielnica seksu.
    Ukradkiem spojrzałam. Bałam się goryli.
    Pozdrawiam:)*

    ReplyDelete
    Replies
    1. To widze, ze mamy podobne pierwsze wrazenie, rownie dobrze moglaby to byc dzielnica piekarni ;)

      Delete
  14. Amsterdam stał sie dla mnie jak synonim pecha. Ilekroć miałam tam się wybrac, zawsze coś stanęło nam na przeszkodzie :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szkoda, ale moze pech sie w koncu odwroci?

      Delete
  15. Małżonek był z kompanią męską, teraz to i ja nabrałam ochoty :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Malzonek i meska komapnia, oj to sie pewnie dzialo :)

      Delete
  16. To co zakazane, bywa bardzo atrakcyjne i pociągające. Zdjęcia są przepiękne, klimat uliczek Amsterdamu - kuszący. Rudy kot na jednej z fotografii podbił moje serce (jak każdy kot zresztą). :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kocisko zabralo prawie cala moja uwage. Dziekuje, klimat Amsterdamu jest wspanialy:)

      Delete
  17. Fajnie pokazany klimat Amsterdamu, a to co nie pokazane - trzeba samemu pojechać i zobaczyć;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fajnie jest samemu pojechac i zobaczyc, co czlowiek, to inne spojrzenie :)

      Delete
  18. Jednak krociutka wizyta w Amtersdamie przekonała mnie, że musze się tam wybrac na jakiś weekend. Dzięki za ciekawy artykuł, motywujący dodatkowo :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie tez moja krotka wizyta utwierdzila w przekonaniu, ze powinnam jeszce raz przynajmniej odwiedzic Amsterdam :)

      Delete
  19. Mnie Amsterdam zaszokował normalnością. Nie było tam ujaranych ludzi, nie było odoru trawki w knajpach. A dzielnicą latarni wczesnym wieczorem spacerowały rodziny z dziećmi! Nie byłam tam późną nocą, pewnie okienka byłyby wypełnione. Amsterdam jest interesującym, poprzecinanym kanałami miastem ze świetną atmosferą. I te rowery wszędzie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez mnie uderzyla ta normalnosc. Sobotni wieczor, ogolnie raczej cisza i spokoj, brak tlumnych najazdow na knajpy, brak 'chorych' z naduzycia, zadnych krzykow ani walajacych sie butelek. Calkiem inaczej niz w Londynie na przyklad:)

      Delete
  20. Ciekawa relacja i piękne zdjęcia! Panie na tej ulicy mają zagwarantowany zakaz fotografowania i wrzeszczą gdy ktoś robi im zdjęcie komórką . Pozdrawiam serdecznie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zakaz fotografowania absolutnie nie dziwi. Tez bym nie chciala zeby mniektos fotografowal w pracy, a prace mam jednak bardziej konwencjonalna, stringow pokazywac nie musze ;)

      Delete
  21. Ja to jestem rozrywkowo - imprezowa ( ale z umiarem ), pyszne trunki uwielbiam :) - i to tyle z nałogów. W życiu nie zapaliłam najzwyklejszego papierosa więc do tych ciut niezwykłych już w ogóle pociągu nie czuję. W dzielnicy czerwonych latarni byłam przez chwilę i to w sumie tylko dlatego, żeby się upewnić, że ona faktycznie istnieje i że te panie na wystawach to nie żart :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. pyszne trunki to ja tez, ale rozrywkowo imprezowa jakby mniej :)

      Delete
  22. Miło się z Tobą spacerowało po tej dzielnicy Amsterdamu pomimo tego, że ja również do osób zbytnio imprezowych nie należę ;) Byłam tam kiedyś, ale dawno i niewiele pamiętam, ale wspomnienia z wizyty mam również pozytywne...

    ReplyDelete
  23. Będąc w Amsterdamie obowiązkowo trzeba odwiedzić Czerwoną Dzielnicę, aby poznać panującą tam atmosferę mi jedna taka krótka wizyta wystarczy. Co do coffeeshopów to śmialiśmy się, że w Holandii idzie się do coffeeshopów na działkę, a w Polsce idzie się na działkę wypić kawę w szopie. Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  24. ja o Amsterdamie słyszalam tylko dobre rzeczy, i zeby nie bylo - osoby ktore zachwalaly nie byly milosnikami marihuany czy pan z czerwonej dzielnicy. Zdjeciami czarujesz jak zwykle

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...