a journey trough countries, places, flavours, and more

Strony

Thursday, 31 December 2015

Gdańskie Obserwacje


Wracam do Gdańska i moich obserwacji. 



Pierwsze, co nie tyle, co rzucilo mi sie w oczy, a dało się odczuć, to było zimno, straszliwe, upiorne, przeraźliwe zimno. Lęcąc pod koniec listopada do Polski nie spodziewaałm się lata oczywiście, ale to co zastałam przerosło moje wyobrażenia o zimnie, a może raczej przypomniało jak dotkliwie bywa w Polsce zimno. 

Ja z tych osób, co zimy w Polsce spędzały na przysłowiowym zapiecku i wszelkie ruchy ograniczały do minimum, byle tylko z zimnem nie mieć nic do czynienia. Także teraz proszę sobie wyobrazić mnie spacerującą w tym mrozie, z aparatem w skostniałych palcach, okutaną czym sie dało i nie mającej przy sobie zapiecka. 


Choć tyle się narzeka na angielską pogodę, to w porównaniu z tym atakującym stopy, twarz i dłonie ostrym zimowym powietrzem, tutaj w Anglii jest raj, że od lata pogoda nie wiele się zmieniła, to tylko szczegół. 


Przed wylotem sprawdzałam prognozy pogody w Polsce, miały być bardzo podobne do tych angielskich w tym samym czasie, coś około od 0 do 2 stopnii. Jak na angielskie warunki było bardzo zimno, ale że funkcjonowałam tak na codzień nie przejęłam sie jakoś szczególnie. 


Tutaj przy takiej pogodzie, chodzę na codzień w baletkach, często w tym samym czasie można spotkać ludzi w krótkich spodenkach, czy krótkim rękawku, jest zimno, ale to zimno otula taką wilgocią, więc czego by się na siebie nie włożyło  jest mniej więcej tak samo zimno jakby się niczego nie włożyło. Zimno, ale wytrzymalnie zimno. 


W Gdańsku, natomiast było bardzo niewytrzymalnie. Zimno zatakowało bez uprzedzenia, w dwie sekundy wszystkie odsłonięte, albo niedostatecznie osłonięte części ciała dosłownie skostniały. Nie , nie wzięłam baletek do Polski, wzięłam za to polar i gruby szalik, które to pewnie uratowały mnie przed zamarznięciem. 


Drugą rzeczą, którą obserwowałam ze zdziwieniem  była ciemność. Na angielską pogodę można narzekać w nieskończoność, że pochmurno, że pada, chociaż wbrew obiegowej opinii wcale tak często nie pada, czego dowodem może być to, że jak rok temu zgubiłam parasol, do tej pory nie kupiłam sobie nowego, nie miałam po prostu palącej potrzeby, czasem zdarza mi się podmoknąć w lekkiej mrzawce, ale to jeszcze nie powód żeby szukać parasoli. Chociaż nie, raz zmokłam,  wtedy rzeczywiście padało. 

Wracając jednak do ciemności. Odkąd zamieszkałam w Anglii, odwiedzajęc południową Europę zimą, nie mogłam się nadziwić, jak tam jest jasno. Co ciekawe przylatując do Gdańska nie mogłam się nadziwić, jak tam jest ciemno! 


Przyleciałam około godziny 11 przed południem, ciemność od razu rzuciła mi się w oczy, pomyślałam, że pewnie pochmurny dzień, że być może gdzieś około drugiej się rozpogodzi, jak to często w Anglii bywa. Dziwne było to, że pomimo paru chmurek, niebo było niebieskie, wcale nie zachmurzone tak bardzo, jak na to wskazywałyby ciemności.

Kolenym zaskoczeniem było to, że około godziny drugiej, zamiast, tak jak na to liczyłam, przejaśnić się, zrobiło się ciemniej, zapadał zmierzch! Teraz wiadomo dlaczego większość zdjęć jakie zrobiłam w Gdańsku jest w nocnej scenerii. Nie nadążałam z ciemnością. 


Słońce, takie z promieniami i świecące widziałam dwa razy przez chwile, wtedy jak wschodziło, z mocą i radością, żeby dosłownie za chwię przygasńąć i tak dotrwać do końca krótkiego dnia.  Ja nie pamiętam, żeby aż tak ciemno było w Polsce, czyżby fakt, że mieszkałam na południu Polski miał aż takie znaczenie? 


Kolejna rzecz, to kawa, a konkretnie ceny kawy. Musi to być jakiś towar iście luksusowy, kiedy to filiżanka kawy kosztuje więcej niż dwudaniowy, całkiem przyzwoity obiad wcale nie z baru mlecznego, tylko z miejsca gdzie więcej było turystów niż miejscowych. 


Nie musiałam pić kawy na mieście, kawę miałam w hotelu, na mieście wolałam wstąpić na gorący barszczyk lub na obiad właśnie, ale przechodziłam koło wielu lokali, studiowałam menu z zainteresowaniem i ceny kawy wszędzię gdzie nie spojrzałam zaczynały się od 18 złotych, co w przeliczeniu w tamtym akurat czasie dawało dokładnie 3 funty! To dużo, to bardzo dużo, szczególnie, że na angielskim lotnisku wymyślne zimowe kawy kosztowały 2.50 funta,  zaznaczam: na lotnisku i wymyślne. 


Zdaję sobie sprawę, że chodziłam po miejscach obleganych i turystycznych, ale i tak nie znajduję usprawiedliwienia dla takich cen. Mało tego, najdroższą kawę, jaką w życiu piłam i za jaką sama zapłaciłam była kawa na gdańskim lotnisku, a kosztowała mnie  uwaga: 42 złote, co daje dokładnie 7 funtów! Musiałam być chwilowo niepoczytalna, że zapłaciłam bez mrugnięcia okiem, tym bardziej, że życzyłam sobie wielu poprawek do tej lury, którą mi zaserwowano. Tak przy okazji tylko napomknę, że też  na tym samym lotnisku proponowano mi kupno najnowszego perfumu Samo lotnisko jednak przyjemne i miłe dla oka, podobało mi się.


Kolejną ciekawostką były reklamy lekarstw i pożyczek, lekarstw szczególnie. Nie żeby nigdzie indziej nie reklamowano lekarstw czy kredytów, ale ja miałam wrażenie, że w Polsce reklamuje się TYLKO lekarstwa, z przerwą  na szybką pożyczkę. 


Czekając na lotnisku, kupiłam sobie magazyn do czytania, coś z pseudofilozofii czy parapsychologii o problemach duszy (kupiłam ze względu na dołączone próbki kremów), w pewnym momencie tej porywającej lektury omal ze śmiechu nie udławiłam się najdroższą kawą mojego życia, kiedy tuż przy artykulę o chorobach duszy, zobaczyłam reklamę, środka na suchość pochwy, toć od dawna wiadomo, czym najlepiej leczyć wapory ;)



Z innych ciekawostek, chociaż tutaj to większą rolę grało moje nierozgarnięcie, to zamknięte na głucho drzwi do otwartego sklepu. Stałam przed sklepem i zastanawiałam się jak mam do niego wejść. Napis wskazywał, że sklep powinien być otwarty, ale nie było do niego wejścia, to znaczy było, ale zamknięte solidnymi gdańskimi drzwiami.


Rozważałam wejście od innej ulicy, ale, że sklep nie był na rogu, to sobie odpuściłam, po długich chwilach rozważań możliwości dostania się do sklepu, odważyłam się zbliżyć do tych ciemnych dzwi, nic najwyżej zapytam gdzie jest wejscie. Uchyliłam nieśmiało drzwi i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to jest główne i chyba jedyne wejście do sklepu. 


Nigdzie indziej nie spotkałam się z tak dobrze zakamuflowanym sklepem spożywczym, ani też żadnym innym. Sklepy wszędzie chyba, zapraszają światłami, otwartymi drzwiami, znakami, strzałkami... a tu nic, schody i zamknięte drzwi bez nawet jednej szybki. Dla zainteresowanych tematem, mowa o sklepie Żabka przy ulicy Szerokiej. 


Mam nadzieję, że nikt nie odbierze moich spostrzeżeżeń, jako krytykę, czy szkalowanie Polski i Gdańska, bo nie taki był mój zamiar. Te trzy  niecałe dni, które w Gdańsku spędziłam  były bardzo przyjemne i chętnie bym tam wróciła, bo świetnie się tam czułam, a spotkani ludzie okazali się bardzo uprzejmi, mili i pomocni. Spostrzeżeń nazbierało by się i więcej, ale bardzo chcę tego posta skończyć dzisiaj, żeby w Nowy Rok wejść bez zaległości. 


Wszystkiego dobrego na Nowy Rok!

51 comments:

  1. To zabawne - ale moim zdaniem celne spostrzeżenia. Dodałabym jeszcze aptekę na każdym rogu, w każdej uliczce, w każdym zaułku, a obok przynajmniej dwa-trzy banki (to spostrzeżenia z mojego miasteczka). ;-) Gdańsk jest mimo to przepiękny, co widać na powyższych fotografiach, zwłaszcza na tych, gdzie udało się uchwycić plamy światła, oświetlone słońcem fasady. Pozdrawiam serdecznie i życzę radosnego, optymistycznego i pełnego fotograficznych wrażeń roku 2016. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A tak, juz jak wyjezdzalam z Polski, to apteki rosly jak grzyby po deszczu, ale w Gdansku jakos niespecjalnie rzucily mi sie w oczy, duzo Rossmanow to i owszem:) Gdansk, to piekne miasto, szkoda, ze tego slonca bylo tak malo. Rowniez zycze wszystkiego najlepszego w tym Nowym Roku.

      Delete
  2. Zdjęcia wyszły piękne, jak zwykle u Ciebie. A spostrzeżenia bardzo ciekawe, przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Dobre są takie porównania "świeżym okiem". W Anglii być może wszystko jest bardziej ustabilizowane, my gonimy Zachód i wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, a my nie nadążając często za tymi zmianami mieszamy ze sobą relikty przeszłości, absurdy i nowinki; profesjonalizm i luksus z prowizorką i brzydotą. Ciekawa sprawa z ta ceną kawy! Szczęśliwego Nowego Roku!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tutaj tez sie zmienia, tez jest luksus i prowizorka, tez wielu rzeczy mozna sie czepiac, ale to wszystko mnie otacza na codzien i wielu rzeczy po prostu nie zauwazam. Dobrego ROKU ZYCZE takze.

      Delete
  3. Dokładnie. Nic dodać ani też nic ująć. Masz rację, jeśli dobrze pamiętam to wtedy zrobiło się naprawdę chłodno. Ale teraz... jest jeszcze chłodniej... Białystok -12. Choć większość miejsc ze zdjęć kojarzę to nie mogę się na nie napatrzeć. Są naprawdę super. Wszystkiego dobrego ! T.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Brr... Wraz ze znajomymi rozwazamy wyjazd do Pragi w lutym, caly czas probuje ich ostrzec przed zimnem, ale oni chyba mi nie dowierzaja :) Dziekuje. Wszystkiego najlepszego rowniez.

      Delete
  4. Zdjęcia, które zrobiłaś są magiczne, nie mogę się napatrzeć!
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak to milo czytac! Dziekuje bardzo i rowniez wszystkiego dobrego!

      Delete
  5. :) Jeśli marzłaś pod koniec listopada, to nie wiem, co powiedziałabyś dzisiaj, kiedy podczas noworocznego spaceru robiąc zdjęcia niemal odmroziłam sobie palce. Na szczęście dzień był wyjątkowo jasny, słoneczny, choć niezwykle mroźny. Do tej pory rozgrzewam się szampanem i gorącym termoforem - zaskakujący zestaw :). Ciemno rzeczywiście u nas bywa jesienno-zimową porą dość długo, co zapewne wpływa na spory poziom depresji. A co do kawy, to chyba jakoś kiepsko trafiłaś, bo z reguły płacę ok 10 zł za dużą latte (czy to u Sowy, czy u Grycana, czy w knajpach które odwiedzam, ale to chyba już tak bywa, że często trafiamy na najdroższe punkty w nieznanych miejscach. A na lotnisku jest wyjątkowo drogo, choć i tam wydaje mi się że nigdy więcej niż 12-15 zł nie płaciłam za kawę. I nie odbieram tego,jako krytykę miasta, tylko właśnie takie spostrzeżenia osoby z zewnątrz. Może zrewanżuję się własnymi z Londynu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szampan i termofor razem brzmia bardzo przyjemnie:) Tak wlasnie myslalam, ze niemozliwoscia jest, zeby kawa wszedzie byla taka droga, ale to jest to co widzialam. W cene kawy na lotnisku do tej pory nie moge uwierzyc, korci mnie, zeby skontaktowac sie z lokalem i zapytac o cene kawy i dlaczego tak drogo? Ja zawsze bardzo chetnie czytam spostrzezenia 'przyjezdnych' dotyczace Londynu, bo to zupelnie inna perspektywa, a mieszkajac gdzies na codzien wiele rzeczy po prostu umyka. Wiem, ze moje spostrzezenia wygladaja troche, jak tam zimno, jak tam drogo, jak tam fe..., a to zupelnie nie tak, bo wiele rzeczy mnie pozytywnie rozczarowalo, a szczegolnie wlasnie ludzie, spodziewalam sie nadasanych przechodniow, gburowatych kierowcow autobusow, panienienek sprzedawczyn mierzacych z gory na dol, a tu szok, wszyscy bardzo mili i uprzejmi i to tak naturalnie mili i uprzejmi, nie czulo sie falszu. Jedna pani spotkana na ulicy, nadrobila nawet drogi, zeby mnie zaprowadzic na szukana przeze mnie ulice, chociaz samo pokazanie czy w prawo czy w lewo w zupelnosci by wystarczylo. Rozwazam powrot :)

      Delete
    2. Jeśli będziesz wracać daj cynk na maila- to podam ci parę adresów knajpek :), gdzie kawa nie jest tak horrendalnie droga. Na lotnisku- być może zostałaś oszukana przez sprzedawczynię. Pamiętam, jak raz w Paryżu zamówiłam sok w knajpce. Miałam gorączkę, musiałam zażyć lek i chciałam to zrobić przy stoliczku, a nie gdzieś na ulicy zakupiwszy napój w sklepiku, dlatego nie kupiłam go w sklepie, a weszłam do knajpki tuż obok. Usiadłam przy stoliczku, czekałam na kelnerkę chyba z 20 minut, nie dostałam cennika, ale pomyślałam - co tam, ileż może kosztować szklanka soku. Pomyliłam się. Dostałam sok - w butelce - dokładnie taki sam, jak w sklepie obok- tyle, że w sklepie kosztował 0,5 euro, w knajpie- 6 euro. Nie dostałam szklanki, a butelki nie mogłam otworzyć. Tylko dzięki uprzejmości gościa z sąsiedniego stolika mogłam się napić i zażyć leki :) Myślę, że też zostałam oszukana. To mnie nauczyło pytać o cenę lub prosić cennik. Nauczyło? do następnego razu. Nie, to wcale nie brzmi, że zimno, drogo i zaśmiecone ulotkami... Dobrego Nowego Roku

      Delete
    3. Nie pomyslalam, ze ktos chicalby mnie oszukac na kawie i to w Polsce, ale mozliwe, ze racja. Znalazlam tylko stone fejsbukowa przybytku, zamiescilam pytanie, ale ze ostatnia aktywnosc na stronie byla dwa lata temu, ta watpie czy dostane odpowiedz. Dam znac, jak bede znowu do Gdanska sie wybierala, tym razem obiecuje zapomniec o zimnie i innych ciemnosciach ;)

      Delete
  6. Urocze zdjęcia :) A z tym sklepem po prostu miałaś pecha ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To nie pech, to moje nierozgarniecie:) Sklep byl? Byl. Otwarty? Otwarty, a ze ja nie wiedzialam jak do niego wejsc, to juz chyba swiadczy o mnie;)

      Delete
  7. A to Polska właśnie.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polska zima dodajmy;) Wszystkiego dobrego rowniez.

      Delete
  8. Zimno jest normalne w zimie, choć w moim przypadku, nie może narzekać na zimno, w moim mieście.

    Szczęśliwy Nowy Rok

    Pocałunki

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak, zimno jest normalne, ale zeby az takie zimno? Feliz Ano Nuevo!

      Delete
  9. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku oraz spełnienia podróżniczych marzeń i nie tylko! :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wzajemnie Agnieszko wszystkiego dobrego i duzo radosnych dni!

      Delete
  10. Gran reportaje !!!
    Te deseo un buen año 2016 ♥ monika. Feliz Año Nuevo...Vamos a por él ;)
    Besos.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Vamos a por el;) Que tengas buen ano!

      Delete
  11. Miałaś mroźne dni? dzisiaj u mnie jest - 21st.C i porywisty wiatr.
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
    Pozdrawiam serdecznie:)*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja wiem, ze bywa zimniej, duzo zimniej nawet, ale roznice temperatur odczulam bardzo mocno, tym bardziej, ze ja zimna bardzo nie lubie i bardzo ono mi uwiera. Pozdrawiam rowniez.

      Delete
  12. Zapraszam do Wrocławia, mieliśmy wiosenny listopad i grudzień :) Nad morzem zawsze zimniej :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiele osob sie mnie pytalo dlaczego nie lece do Wroclawia, tym bardziej ze ja z tamtych stron, co prawda nie z samego Wroclawia, a z okolic, ale Wroclaw i okolice maja jedna powazna wade: nie ma tam morza, a ja bardzo chcialam zobaczyc morze zima:)

      Delete
  13. Taka to Polska właśnie- piękna, lecz surowa:-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mimo, ze bardzo nie lubie zimna doceniam urode poszczegolnych por roku w Polsce, przysypane i zmrozone galezie tez maja swoj niewatpliwy urok, tylko ze ja strasznie marzne wtedy ;)

      Delete
  14. Śliczny Gdańsk ;). Uwielbiam to miasto i muszę chyba się do niego wybrać ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam bardzo, mimo ze moj post brzm jak jedna wielka skarga, bardzo mi sie tam podobalo i bardzo chce wrocic :)

      Delete
  15. Ja bywam w Polsce przynajmniej kilka razy w roku, ale powiem Ci, że za każdym razem nie mogę się nadziwić, ile jest wszędzie głupich reklam, bilboardów itp. Oczywiście dominują (podobnie w TV) lekarstwa... Przerażające są również ceny (jeśli je przyrównać do statystycznego wynagrodzenia) - jedzenia na mieście, ale nie tylko... Twoje zdjęcia Gdańska zachęciły mnie jednak, aby się wybrać do tego miasta (tak właśnie turystycznie), bo myślę o tym od dawna i jakoś ciągle mi nie po drodze, bo wpadam zazwyczaj na krótko i tylko do stolicy... Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z checia ponwnego odwiedzenia Gdanska nosilam sie nie przesadzajac ponad dwadziescia lat, nie byla to jakas pilna potrzeba, tylka taka ciagle kolaczace sie chec, odwlekana z roku na rok, az w koncu ni z tego ni z owego kupilam bilet nie myslac i nie roztrzajac, po prostu nacisnelam kupuj :) Pozdrawiam rowniez.

      Delete
  16. A pesar del frió que nos comentas las fotografías son preciosas y la oscuridad perfectamente captada.
    Feliz Año!

    ReplyDelete
  17. Piękna relacja, fajnie było przenieść się z Tobą w Polskę.

    ReplyDelete
  18. Fajnie się czyta takie spostrzeżenia. Pochodzę z Trójmiasta i do Gdańska mam sentyment, który znalazł ujście podczas sierpniowej wizyty tam ( po latach :) ). Ceny faktycznie potrafią niemile zaskoczyć, nawet zarabiając w euro miałam wrażenie, że jest super drogo. A co do deszczu w Anglii to też się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że tam ciągle pada. Na początku mojego rocznego pobytu kupiłam parasol ( bo wszysmy mówili, że to rzecz niezbędna ), o którym sobie przypomniałam pakując się po roku :). Wielu niezapomnianych chwil w Nowym Roku!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widze, ze mamy podobne doswiadczenia nie tylko w Gdansku :) Nowy parasol wlasnie znalazlam dwa dni temu, ciekawe czy trafi sie okazje, zeby go uzyc? Wszystkiego najlepszego, niech sie szczesci!

      Delete
  19. Kurczę szkoda, już ja bym Ci poleciła miejsca gdzie za 15 złotych zje się 2-daniowy obiad, a za 10 zł kawę i wielki kawał ciacha :) Ogólnie my miejscowi wiemy,że ulica Długa jest dla turystów, i chodzimy nieco dalej,żeby wypić ciepły napój i się najeść :) Ale zasadniczo w Gdańsku jest przepięknie, chociaż jak dla mnie listopad przez swoją szarość i ponurość odbiera mu uroku...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    ReplyDelete
  20. Z niedrogim obiadem nie mialam problemu, to ceny kawy wydaly mi sie wygorowane Tak, wiem, ze ulica Dluga jest dla turystow, nie tylko tam chodzilam, chociaz fakt, najwiecej kawiarni to akurat tam mi sie rzucilo:) Jak sie bede jeszcze raz wybierala, czego bardzo chce, poprosze o jakies fajne namiary. Wyjatkowo ponurosc i szarosc mi nie przeszkadzaly, bylo bardzo przyjemnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, ceny kawy i herbaty są dość wysokie. Ostatnio byłam na Starówce i płaciłam 12 zł za zwykłą czarną, w żadnym wytwornym miejscu. Raczej unikam takich miejsc, na szczęście nieco z boku są moim zdaniem bardzo ciekawe miejsca, z fajną atmosferą i co najważniejsze świetnymi cenami:)

      Delete
  21. Bardzo trafne obserwacje, o wielu miastach w Polsce można tak napisać. Marzy mi się znów do Gdańska pojechać. Fajna relacja, pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie tez jeszcze do Gdanska ciagnie, czuje niedosyt. Pozdrawiam.

      Delete
  22. Unas imágenes estupendas...muy buenas...un saludo desde Murcia....

    ReplyDelete
  23. Unas imágenes estupendas...muy buenas...un saludo desde Murcia....

    ReplyDelete
  24. Jestem zakochana w Twoich zdjęciach.
    Są cudowne. marzę o wyjeździe do Gdańska by odświeżyć wspomnienia.
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...